Opowieść, którą opisała niedawno gazeta Fakt, dotyczy pewnego wesela, które odbyła sie w województwie warmińsko-mazurskim w małej wiosce pod Ełkiem. Głównymi bohaterami opowiadania są oczywiście państwo młodzi i teściowie...

Adam T. (pan młody), już od pierwszych znajomości nie przypadł do gustu teściom. Nie miał pracy, perspektyw na przyszłość, był też młodszy o rok od pani młodej. Ślub musiał odbyć sie szybko, bo Marta (pani młoda) była w ciąży! Teściowie urządzili imprezę na sto osób. Wesele było bardzo wystawne, stoły uginały sie od jedzenia. Jednak ojciec Marty cały czas nie był w humorze. Goście bawili się bardzo dobrze, ale po oczepinach między teściem, a młodym doszło do pierwszych zgrzytów. Pani Młoda szybko załagodziła kłótnie, jednak ojciec do samego rana nie odezwał się już do nikogo słowem. Siedział w kącie popijając wódkę.

Kiedy nad ranem kapela weselna, zagrała ostatni taniec, goście zaczęli rozchodzić sie do domów. Wtedy wybuchła awantura. Teść wygarnął zięciowi wszystko co leżało mu na wątrobie. Adam T. nie wytrzymał i złapał "tatusia" za marynare. Teść nie został dłużny, zaczęli się szarpać. Zaraz po tym, świeżo upieczony małżonek, na chwiejnych nogach wybiegł z sali. Tak jak stał! W pole. Wszyscy myśleli, że wróci, ale po dwóch godzinach rodzina zaczęła go szukać. Wezwano policję, a nawet psy gończe. Po długich poszukiwaniach odnaleziono pana młodego, który spał pijany w altance.  Taka to była noc poślubna! Na pryczy w policyjnej celi, bo policjanci zabrali pana młodego, żeby wytrzeźwiał.  Gdy Adam się obudził, obiecał policjantom, że już się nie będzie kłócił, a z żoną i z teściem, będzie żył długo i szczęśliwie.

Źródło: Gazeta Fakt.